Jestem psychologiem, zajmuje sie rozwojem w czlowieka w ciagu zycia, najczesciej pracuje z dziecmi i z mlodzieza. Pisze doktorat o adopcji i tozsamosci. Ten blog to moj brulion, zeszyt z notatkami o mojej pracy, badaniach, zainteresowaniach.
Kategorie: Wszystkie | Archiwum | Notatki
RSS

Notatki

sobota, 24 maja 2008
Najchetniej nie wychodzilabym z domu.
 
Boje sie chodzic po Dublinie bo, w przeciwienstwie do Warszawy, ludzie nie ustepuja kobiecie w ciazy z drogi, nie robia miejsca, w autobusie czy w tramwaju nie ustepuja miejsca, zostalam wyproszona z kilku miejsc poniewaz chcialam skorzystac z czystej toalety (w pubach mozna ale z czystoscia sa na bakier i smierdza), wczoraj wyrzucono mnie z galerii (wstep wolny) poniewaz usiadlam na znalezionym krzesle. Musialam usiasc bo pewnie bym zemdlala. Krzeslo nie bylo dla mnie tylko dla straznika, ktory i tak na nim nie siedzial.
 
Mam wrazenie, ze ciaza wzbudza tu niesmak i irytacje. Baba w ciazy powinna siedziec w domu, a nie kluc w oczy swoim wygladem i nie denerwowac prosbami o krzeslo czy wstep do toalety. Baba w ciazy zajmuje za duzo miejsca, za wolno chodzi, jest zbyt niezgrabna, za szybko sie meczy. No i po co te nerwy kiedy oberwie czyjas torebka w brzuch albo ktos ja pchnie? 
 
Nie wiem czy moje wrazenie jest sluszne, ale w Warszawie jednak czuje sie bezpieczniej. Ludzie patrza na siebie nawzajem, wiec robia mi wiecej miejsca. Reaguja na to, ze w tlumie oslaniam brzuch i sie po prostu odsuwaja. W tramwaju zawsze ktos ustapi - co prawda czesciej mlode kobiety, niz starsi czy mezczyzni, ale przynajmniej  facetowi w Polsce mozna zwrocic uwage. W Irlandii to niemozliwe. Skorzystanie z toalety w restauracji nie jest problemem i zawsze znajdzie sie krzeslo, na ktorym moge przysiasc.
 
Moze mi sie odmieni jak pomieszkam w Warszawie, szczegolnie, ze zbliza sie trzeci trymestr i bede jeszcze wieksza i jeszcze bardziej upierdliwa, ale na razie Dublinczycy przegrywaja z Warszawiakami. 
 
14:22, zosia761 , Notatki
Link Komentarze (6) »
sobota, 17 maja 2008

Alez mi sie ten blog podoba! Czytam i czytam i nie moge sie oderwac!

Polecam, polecam, polecam. 

 

Anna Wiatr, Narracje  

12:34, zosia761 , Notatki
Link Komentarze (2) »
sobota, 19 kwietnia 2008

Otatnio trafily do mnie dwa linki.

Pierwszy pokazuje kilka plansz z ksiazeczki dla dzieci wyjasniajacej dzieciom co sie dzieje z mamusia, kiedy ta idzie do szpitala po nowy nos, plaski brzuch, szczuple uda i jedrne posladki. Nie widzialam calej ksiazeczki, ale podejrzewam, ze nie sklania ona dziecka do refleksji nad sensem tego typu operacji.

Drugi prowadzi do bloga Bonnie Crowder, matki dwojga dzieci, ktora miala dosyc olsniewajaco pieknych zdjec chudych aktorek bez jednej faldki tluszczu i z idealnym biustem bawiacych urodzone przed tygodniem dzieci.

Jak kazda kobieta odczuwam gorycz wynikajaca z tego, ze obowiazujacy ideal piekna jest niemozliwy do osiagniecia i presje, zeby jednak do tego idealu dazyc. Jak kazda kobieta w ciazy musze sobie radzic z tym, ze moje cialo sie zmienia i prawdopodobnie nigdy nie wroci do stanu przed, bez wzgledu na to w jak dobrej formie fizyczniej bede.

Moje dziecko juz zaczelo po mnie rysowac. Na moich piersiach, ktore w ciagu kilku tygodni powiekszyly sie o dwa rozmiary, pojawily sie rozstepy. Pokazalam je Rudemu, ktory machnal reka. Pokazalam je ginekolozce, ktora powiedziala: "No tak, sa. Ale zbledna i znikna." Tylko, ze ja widze je codziennie. Jestem tez bardzo swiadoma tego, ze skora na moim brzuchu sie rozciaga i bez wzgledu na to jak znakomity krem w nia wcieram, bedzie wisiec.

W latach 70, w czasach pierwszej edycji "Our bodies, ourselves" , ciazowe i pociazowe zmiany w kobiecym ciele byly traktowane jako naturalne zjawiska. Teraz, w XXI wieku te zmiany staly sie czyms wstydliwym i sa powodem niepokoju, niskiej samooceny i niecheci do siebie u kobiet.

W mediach widzimy kobiety szczuple, opalone, z idealnymi piersiami, z plaskimi brzuchami, a akceptowalny wizerunek ciezarnej to idealnie wyretuszowana Demi Moore na okladce Vanity Fair. Potem patrzymy w lustro i widzimy rozstepy, pelne mleka piersi, faldy na brzuchu, okragle biodra, duze posladki, cellulit na udach. I po cichu zaczynamy sie siebie wstydzic, godzac sie jednoczesnie na brak szacunku dla tego co przechodza nasze ciala, zeby przez 9 miesiecy wyhodowac, a potem urodzic nowego czlowieka. Matka bez retuszu jest w kulturze masowej obiektem drwin albo przykladem tego co sie stanie jesli nie zastosujemy cudownego kremu na rozstepy lub blyskawicznego zelu na cellulit.

Blog The Shape of a Mother pokazuje matki takimi jakie sa, z faldami, z brzuchami, z bliznami, z rozstepami, z obwislymi piersiami. Nikt sie tam nie smieje z kobiety, ktora urodzila czworo dzieci i bardzo to po niej widac. Nikt nie reaguje obrzydzeniem na widok porysowanych rozstepami brzuchow. Nikt nie klepie po plecach, mowiac: "Alez zaraz to zrzucisz, moja droga." Zdjecia sa momentami bolesne, ale przynajmniej pokazuja prawde i mysle, ze dla wielu kobiet maja dzialanie terapeutycznie i pomagaja zrozumiec i uwierzyc, ze taki wlasnie jest nasz ksztalt. Ksztalt matki.

 

Wpis do przeczytania rowniez na Gender.blox 

wtorek, 19 lutego 2008

Dawno mnie nie bylo. Sesja mnie dopadla i wykonczyla fizycznie i intelektualnie. Juz, juz sie zaczelam dzwigac z ruin po sprawdzeniu stosow prac i egzaminow i okazalo sie, ze jestem w ciazy ;-) 

Bycie w ciazy meczy. Oglupia. Usypia. Spowalnia. Frustruje, bo ja nie jestem przyzwyczajona do nudnosci, zasypiania w dowolnym momencie, klopotow z koncentracja i pamiecia i zadyszki.

Powoli wracam do siebie, chociaz prowadzenie zajec z rozwoju prenatalnego i trzymanie kamiennej twarzy przy opowiadaniu studentom o zagrozeniach i wadach plodu jest czasem nieznosne.   

Ciesze sie ale gdzies tam maly glosik podszeptuje, zebym nie cieszyla sie na zapas. Za duzo wiem. To przeszkadza.

A szewc bez butow chodzi.  

19:23, zosia761 , Notatki
Link Komentarze (8) »
środa, 19 grudnia 2007

wciagnela mnie dokumentnie. Jestem zafascynowana wlasnymi wspomnieniami. Wracaja twarze, glosy, zdarzenia. Przerzucamy sie na forum zartami i uwagami, ale coraz czesciej wspominamy. Kto z kim gral w noge. Kto w kogo rzucil kasztanem (a moze to byla sniezka?)? Co robilismy na wagarach? Czy pamietacie straszna pania od matematyki? Kto byl Robin Hoodem a kto Szkarlatnym Willem?

(Pani od matematyki tak naprawde nie byla straszna tylko wymagajaca. Ale dla kogos kto ma 10 lat jej wymagania byly straszne).

Slyszalam, ze Nasza Klasa to odgrzewanie starych kotletow; ze nie ma sensu odnawiac znajomosci, ktore wiele lat temu sie wypalily; ze to nie sa prawdziwe wiezy.

A jednak zawsze kiedy spotykam sie z irlandzkimi znajomymi czuje uklucie zazdrosci. Ci ludzie znaja sie od dziecinstwa. Chodzili razem do szkoly, bawili sie na jednym podworku, studiowali na tym samym uniwersytecie. Irlandia jest mala i w zasadzie wszyscy sie tu znaja albo sa spokrewnieni, albo maja wspolnych znajomych. Ale wszyscy wiedza tez kim sa i z kim maja do czynienia. Jest (a w kazdym razie przez wiele pokolen byla) zachowana ciaglosc i stabilnosc wiezow miedzy ludzmi i silna identyfikacja z grupa, ktora wspomaga rozwoj tozsamosci. W ludziach, ktorych zna sie od dawna mozna sie przejrzec jak w lustrze. Ludzie w takiej grupie pamietaja sie nawzajem i jesli czyjas historia bedzie wymagala odswiezenia lub opowiedzenia na nowo, to oni stana sie zrodlem informacji.

Ja tej ciaglosci nie mam. Mam wrazenie, ze cale zycie jestem w ruchu, bez odpoczynku, bez stalej bazy ludzi (bo rodzina to co innego). To swietne zycie, ciekawe, wzbogacajace ale place za to tym, ze nikt nie wiem kim jestem.

Tozsamosc osobista polega na ciaglosci. Wiem kim jestem, wiem kim bylam, wiem kim bede. Czlowiek w ruchu, ktory sie ciagle przemieszcza, ktory sie ociera ale nie zatrzymuje, ryzykuje, ze straci swiadomosc tego kim byl. Wie kim jest i pewnie wie kim bedzie, ale przeszlosc, a zatem osobista historia jego zycia, sie zamazuje.

Nie bardzo potrafie rozpoznac siebie na starych zdjeciach. Jestem tu i teraz. Bede. Ale bylam? Ta dziewczynka to ja? Czy wspomnienie chlopakow bawiacych sie w Robin Hooda jest moje? Czy obraz kolezanki przeskakujacej raczo przez murek na boisku nalezy do mnie? Czy to ja turlalam sie z gorki w parku?

Ci ludzie zmusili mnie do wysilku, do przywolania kolorow, zapachow, smakow, ktore kiedys znalam tak dobrze, a ktore sie zatarly. Zawsze zalowalam, ze tak malo pamietam. Ale teraz przetrzasam wspomnienia. Ciesze sie nimi. Domykam sie.

poniedziałek, 03 grudnia 2007

Czytam i oczom nie wierze (no, moze troche wierze): Prawie co dziesiąty rozwodnik ma zaledwie roczny staż małżeński i wyglada na to, ze nie sa to ludzie starsi i ze te rozwody nie sa wynikiem kryzysu wieku sredniego (cokolwiek to jest) ani nie biora sie z wieloletniego spietrzenia wielu konfliktow z wielkim kryzysem na finiszu.  

Byc moze niektore pary w ogole nie powinny brac slubu? Niektorzy ludzie po prostu sa szczesliwi w zwiazkach nieformalnych i potrafia je utrzymac we wzglednej harmonii. Byc moze cenia sobie to, ze formalnie do nikogo nie naleza, ze nie sa zwiazani kontraktem jakim jest przysiega slubna. A kiedy te przysiege skladaja czuja sie jakby uwiazywali sobie kamien u szyi. Ten kontrakt to koniec poczucia, ze zawsze mozna wstac i wyjsc, a jedyne co ich przed tym powstrzymuje to fakt, ze sa z druga osoba z wlasnego wyboru i ze jest to wybor zyciowy a nie chwilowy.

Argumenty o konsumpcji (ze sie kupuje, a zuzyte albo nudne czy meczace, wyrzuca) mnie nie przekonuja. Raczej sadzilabym, ze ludzie dzialaja bezrefleksyjnie, napedza ich presja spoleczna i tradycja. Biora slub bo tak sie robi i nie zastanawiaja sie co to znaczy. Czasy kiedy zawierano malzenstwa bo tak nalezalo, bo byl to wyznacznik tozsamosci czlowieka juz minely. Czy wspolczesna kobieta lub wspolczesny mezczyzna musi byc zona/mezem, zeby wiedziec kim jest?

Kim sa ci ludzie z artykulu, ktorzy biora slub i po roku sie rozwodza?     

23:34, zosia761 , Notatki
Link Komentarze (9) »
środa, 28 listopada 2007

Az by sie chcialo zapytac, co ksiedzu do TEGO?

Ale sie nie zapyta bo na forum pod artykulem juz sie toczy wsciekla dyskusja na ten temat. Mnie zainteresowalo co powiedziala nowa pani minister od zdrowia - "że początkowo można by refundować in vitro najbiedniejszym".

W Irlandii in vitro refundowane jest wszystkim, a i tak na te metode zaplodnienia decyduja sie przede wszystkim zamozniejsi. Przyczyna tego nie zawsze jest zdrowotna - ci zamozniejsi dlugo czekaja na decyzje o dziecku poniewaz dlugo sie ucza i ciezko pracuja na swoje kariery. A kiedy juz moga odsapnac, okazuje sie ze zajscie w ciaze wcale nie jest taka latwa sprawa. I wtedy za swoje podatki, za swoje skladki, za swoje pieniadze, ktore przez lata wypracowali maja prawo do in vitro. Razem z ta biedniejsza mniejszoscia, ktora tez nie moze zajsc w ciaze z roznych powodow.

Nie kwestionuje prawa do ciazy i rodziny. Uwazam, ze kazdy powinien miec szanse - i biedny i bogaty. Ale mysle sobie, ze podejscie nowej pani minister oznacza wykorzystywanie tych, ktorzy dlugo sie ucza, rozwijaja zawodowo, ciezko pracuja, maja wiecej pieniedzy, ale placa wyzsze podatki i swiadomie planuja swoje zycie i zycie swoich dzieci. Powinni miec takie same prawa jak ci, ktorzy ucza sie krocej, pracuja mniej i maja mniej kasy.

16:55, zosia761 , Notatki
Link Komentarze (8) »
wtorek, 06 listopada 2007

Po co kochac?

Wysokie Obcasy publikuja wywiad z Teresa Jadczak-Szumiło, psycholog i pedagog, dotyczacy wiezi dziecka z doroslym. Wiez czy tez przywiazanie (attachment) to jedno z najwazniejszych zagadnien w psychologii rozwojowej i od wielu lat w psychologii, edukacji, medycynie, socjologii, etc. tocza sie na ten temat zajadle spory i dyskusje. W wyniku tych dyskusji, a takze prowadzonych nad przywiazaniem badan, powstalo mnostwo teorii i cala chmara mitow. Teorie te sa fascynujace i duzo wnosza do wiedzy na temat rozwoju czlowieka. Mity i przeklamania niestety narobily duzo szkody co widac w wywiadzie z pania Jadczak-Szumiło.

Istnieja cztery najwazniejsze teorie przywiazania.

Teoria psychoanalityczna (psychoanalytical theory) mowi, ze dziecko dazy do kontaktu z matka, ktory dzieki ssaniu zapewnia mu satysfakcje oralna. Zeby potrzeba ssania u dziecka zostala zaspokojona, matka musi chetnie karmic piersia i sama odczuwac satysfakcje z tego plynaca. Erikson rozbudowal te teorie o twierdzenie, ze karmienie piersia i systematyczne zaspokajanie potrzeb oralnych dziecka pomaga w rozwinieciu poczucia ufnosci wobec matki, a pozniej wobec swiata zewnetrznego.

Teoria uczenia sie (learning theory) rowniez kladzie nacisk na karmienie i zaspokajanie potrzeb dziecka. Zadowolone dziecko jest otwarte i komunikatywne. Podczas karmienia matka mowi do dziecka, patrzy na nie, tuli je. Dziecko stopniowo uczy sie, ze matka dostarcza tez innych pozytywnych bodzcow i stymulacji i jest zrodlem pozytywnych wzmocnien takich jak czysta i sucha pieluszka, pelny brzuszek, cieplo, przyjemny dotyk, wokalizacje, etc. Kiedy dziecko ma zapewniony staly komfort, matka staje sie wzmocnieniem drugorzednym (secondary reinforcer) i dziecko przywiazuje sie do niej. (Eksperymenty z malpkami pokazaly, ze komfort byl nawet wazniejszy niz karmienie).

Teoria poznawczo-rozwojowa (cognitive-developmental theory) mowi, ze przywiazanie zalezy od poziomu rozwoju dziecka. Dziecko chetniej przebywa z osobami, ktore zna niz z nieznajomymi. Znajome osoby daja dziecku poczucie stalosci i ciaglosci w zyciu. Wedlug klasyfikacji Piageta przywiazanie rozwija sie okolo 7 - 9 miesiaca zycia kiedy u dziecka rozwija sie stalosc obiektu (object permanence).

Teoria etologiczna zaklada, ze u wiekszosci gatunkow zwierzat mlode rodza sie z wbudowanym programem pewnych tendencji i zachowan, ktore sa niezbedne do przetrwania osobniczego i gatunkowego. Przywiazanie jest czescia tego programu. Dziala sprzezenie zwrotne - mlode zachowuje sie w sposob, ktory uruchamia program matki, ktora zajmuje sie mlodym. Z kolei mlode kiedy dorosnie bedzie potrafilo nawiazac kontakt z innymi osobnikami i zajac sie swoimi mlodymi. Bowlby, ktory byl autorem teorii, czerpal inspiracje z badan Konrada Lorenza nad gesiami i zjawiskiem wdrukowania (imprinting). Bowlby zwraca rozniez uwage na to jak wygladaja mlode roznych gatunkow zwierzat. Wyobrazcie sobie szczeniaki albo kociaki albo male foczki. Slodkie, prawda? Dzieci maja duze glowy, pyzate policzki, miekkie rysy. Ma to wzbudzac poztywne emocje u doroslych. Dzieci wzmacniaja te emocje przez usmiech, dzwieki, chwyt. Wedlug Bowlby'ego dorosli odruchowo reaguja na placz dziecka jak na wolanie o pomoc. Dzieki temu dzieci maja zapewnione bezpieczenstwo i opieke i ucza sie zycia w spolecznosci. Przywiazanie miedzy dzieckiem a doroslym rozwija sie stopniowo, w miare jak opiekun uczy sie reagowania na sygnaly dziecka. Im lepsze reakcje, tym lepsze przywiazanie.

Przywiazanie rozwija sie stopniowo.

Najpierw dziecko jest w fazie aspolecznej (asocial phase), ktora trwa od narodzin do mniej wiecej 6 tygodnia zycia dziecka. W tej fazie, dziecko bedzie pozytywnie reagowac na wiekszosc bodzcow (spolecznych i innych) i niewiele rzeczy wywola w nim zdecydowany protest. Tak samo spodoba mu sie misio, grzechotka, garnek, twarze rodzicow, wlosy siostry, kocyk, muzyka Mozarta czy Led Zeppelin. Pod koniec tej fazy dziecko zaczyna pokazywac co podoba mu sie bardziej i pojawia sie wyrazna preferencja dla twarzy usmiechnietych. Twarz smutna albo zla moze spowodowac placz u dziecka.

Nastepna jest faza braku dyskryminacji w przywiazaniach (indiscriminate attachments phase), ktora trwa mniej wiecej od 6 tygodnia to 6/7 miesiaca zycia. Dziecko lubi towarzystwo ale nie przedklada mamy nad ciocie czy nianie. Woli ludzi niz zabawki. Miedzy 3 a 6 miesiacem zycia rozpoznaje czlonkow rodziny i do nich usmiecha sie najszerzej.

Trzecia faza to przywiazanie specyficzne lub indywidualne (specific attachments phase), miedzy 7 a 9 miesiacem zycia. Wtedy dziecko zaczyna protestowac jesli jest oddzielone od obiektu przywiazania, ktorym najczesciej jest matka. Aktywnie i celowo trzyma sie matki, zaczyna byc ostrozne przy obcych. W tej fazie formuje sie pierwsze prawdziwe przywiazanie dziecka. Rowniez w tej fazie dziecko zaczyna odkrywac otoczenie i traktuje matke jak bezpieczna baze (secure base).

Ostatnia faza to przywiazania mnogie lub wielokrotne (multiple attachments phase), ktora rozwija sie kilka tygodni po powstaniu indywidualnego przywiazania do matki. Mniej wiecej polowa dzieci szybko przywiazuje sie do innych osob czyli do ojca, rodzenstwa, dziadkow, opiekunow. Do 18 miesiaca zycia niewiele dzieci przywiazanych jest tylko do jednej osoby, a wiekszosc dzieci ma okolo 5 przywiazan.

Na podstawie eksperymentu Margaret Ainsworth sklasyfikowano trzy rodzaje przywiazania. Pozniej dodano czwarty.

Typ pierwszy, przywiazanie bezpieczne (secure attachment), to taki kiedy dziecko normalnie reaguje na nieobecnosc i pojawienie sie matki czyli jest niespokojne kiedy ona wychodzi i cieszy sie kiedy wraca. Matka jest dla dziecka "bezpieczna baza"; dziecko swobodnie odkrywa otoczenie poniewaz wie, ze matka jest przy nim, ma dobry kontakt z otoczeniem i swobodnie zwraca sie do opiekuna po wsparcie. Ten typ przywiazania jest wazny dla rozwiniecia sie przekonania o wlasnej wartosci i pozytywnego spojrzenia na swiat i innych ludzi.

Warunek powstania bezpiecznego przywiazania to wrazliwosc matki na dziecko i jego potrzeby, systematyczna i czula opieka, synchronizacja interakcji matki i dziecka.

Typ drugi to przywiazanie ambiwalentne lub oporowe (ambivalent/resistant attachment). Dziecko jest niepewne w kontakcie w matka, nie jest swobodne w odkrywaniu otoczenia, odczuwa silny lek przed separacja i bardzo zmienne nastroje. Prowadzi to niepewnosci co do wlasnej wartosci, obaw przed nieprzewidywalnym swiatem i sprzecznych uczuc i zachowan w kontaktach z innymi. Dziecko uczy sie dopasowania wlasnych emocji do otoczenia, manipuluje, nie bierze odpowiedzialnosci za swoje emocje i zachowania.

To przywiazanie pojawia sie kiedy matka jest niekonsekwentna w opiece. Dziecko nigdy nie wie czy jego potrzeby zostana zaspokojone.

Typ trzeci, przywiazanie unikajace (avoidant attachment) oznacza, ze dziecko jest pozornie niezalezne od matki, unika kontaktu z nia i nie przychodzi do niej po pocieszenie i pomoc. Prowadzi to do niskiego poczucia wlasnej wartosci, negatywnego spojrzenia na swiat i na innych, hamowania uczuc (np. zlosci), udawania emocji, trudnosci w rozpoznawaniu wlasnych emocji.

Ten typ rozwija sie w dwoch sytuacjach. Po pierwsze, kiedy matka jest niecierpliwa, nieczula, niechetnie odpowiada na sygnaly dziecka, niechetnie sie nim zajmuje i w kontakcie z dzieckiem okazuje negatywne emocje. Po drugie, jesli matka jest nadopiekuncza, nie daje dziecku spokoju, opiekuje sie nim w sposob natarczywy.

Typ czwarty to przywiazanie zdezorganizowane (disorganised attachment), w ktorym brak spojnego wzroca przywiazania. Dziecko boi sie matki, jest zdezorientowane w kontakcie z nia co prowadzi do dezorientacji co do obrazu siebie i innych. Charakterystyczna jest tu chwiejnosc emocjonalna, leki, przekonanie ze swiat jest niebezpieczny. Dziecko nie potrafi interpretowac swoich stanow emocjonalnych, jest chwiejne i nie potrafi regulowac emocji.

Ten typ jest najczesciej wynikiem maltretowania dziecka, stawiania go w sytuacji ciaglego zagrozenia. Pojawia sie rowniez u matek cierpiacych na depresje.

cdn.
00:09, zosia761 , Notatki
Link Komentarze (5) »

Po co kochac?

W wywiadzie, pani Jadczak-Szumiło nawiazuje tylko do teorii etologicznej. Odnioslam wrazenie, ze uwaza, ze jest to jedyna i niepodwazalna teoria przywiazania. Nowoczesne badania pokazuja jednak, ze Bowlby nie zawsze mial racje i pozwalaja nam doprecyzowac wiele zjawisk w rozwoju przywiazania.

Bowlby bardzo podkreslal role matki w zyciu dziecka i wlasciwie nie dopuszczal mozliwosci prawidlowego rozwoju dziecka wychowywanego przez innego opiekuna. W Anglii w latach 50-tych rzeczywiscie niedopuszczalne bylo, zeby matka nie zajmowala sie dzieckiem i powszechnie sadzono, ze mezczyzni dziecmi zajmowac sie nie moga. W przypadku smierci lub choroby matki, dziecko przechodzilo pod opieke innych kobiet. Dzieci te rowijaly sie slabiej rowniez dlatego, ze o cudze dziecko nie troszczono sie tak jak o swoje. Trauma spowodowana strata matki tez robila swoje.

Teoria Bowlby'ego jest najczesciej traktowana jako punkt wyjscia do rozwazan nad rozwojem wiezi i nie nalezy zapominac, ze powstala w okreslonej epoce. Od tego czasu zrobiono wiele badan i wiedza psychologow na temat tego aspektu rozwoju czlowieka bardzo sie poglebila. Przykladem jest tu teoria temperamentu Kagana.

Dzieki badaniom nad adopcja wiemy, ze czula opieke moze zapewnic dziecku niespokrewniony opiekun (i nie musi to byc kobieta).

Tuż po porodzie, jeśli dziecko jest położone na brzuchu matki i jest dostateczna odległość wzroku - około 20 centymetrów - to na bodziec spotkania się oko w oko z matką dziecko unosi głowę. Jakby wdrukowywało: "To jest moja mama". Badacze nazwali to zachowanie "odruchem więzi". Sama miałam okazję tego zaznać, rodząc młodsze dziecko.

U ludzi nie wystepuje zjawisko wdrukowania. Cale szczescie, poniewaz lekarze i polozne odbierajacy porody mieliby powazny problem. Odruch wiezi nie zostal potwierdzony, a to co o nim wiemy wynika tylko i wylacznie z relacji matek. Byc moze powinnismy mowic o wiezi (bond) ze strony matki. Noworodek nie odczuwa mistyki tego momentu, a uniesienie glowy (ktore nie pojawia sie zawsze) najprawdopodobniej jest jednym z odruchow noworodka. To, ze pani psycholog doswiadczyla tego rodzac dziecko nie jest zadnym dowodem.

Czy noworodek umie odróżnić własną mamę od zastępczej?

Tego nie wiemy. Na pewno jednak małe dziecko ma znacznie bardziej plastyczną zdolność tworzenia więzi z obcą kobietą niż dziecko starsze. Bowlby twierdzi, że moment krytyczny następuje w dziewiątym miesiącu życia, ale dzieci potrafią w mniejszym czy większym stopniu odbudować więź też później.

W psychologii odchodzi sie od mowienia o okresach krytycznych. W tej chwili mowimy o okresach sensytywnych - wazniejszych dla wiezi i jej jakosci niz inne okresy w rozwoju. Okres krytyczny byl u Bowlby'ego przesadzajacy. Teraz wiemy, ze w rozwoju nic nie jest przesadzone i wiekszosc szkod mozna naprawic. Badania Ruttera nad dziecmi adoptowanymi z Rumunii pokazuja, ze dzieci adoptowane bardzo wczesnie i dosc pozno najlepiej radza sobie z przystosowaniem po adopcji. Wyglada na to, ze przed 6 miesiacem zycia dziecko chronione jest przez nieswiadomosc i brak przywiazan, a dziecko adoptowane po 4 roku zycia chronione jest przez swiadomosc, rozwoj jezykowy i pamieciowy i istniejace wiezi. Nie znaczy to, ze nie nalezy adoptowac dzieci w wieku "pomiedzy". Rutter (i wielu innych) podkresla, ze czynnikiem decydujacym o przystosowaniu dziecka jest jakosc opieki przed i po adopcji.

Ale im później, tym gorzej?

Tak. Bo czas, w którym mechanizmy biologiczne małego dziecka miały wykonać swoją pracę, już minął. Dzieci, które zbyt długo czekają w domu dziecka na tego jedynego opiekuna, mogą już nie umieć związać się emocjonalnie. Kiedyś też kończy się "elastyczność emocjonalna" dzieci, które wielokrotnie doświadczają odrzucenia, poczucia, że nikt ich nie chce.

Im pozniej tym trudniej, ale nie beznadziejnie. Rozwoj dziecka rzeczywiscie podlega przede wszystkim zegarowi biologicznemu ale nie nalezy zapominac o wplywie srodowiska i otoczenia. Mechanizmy biologiczne wyznaczaja pewien cykl, jednak nie determinuja tego jak potoczy sie rozwoj dziecka. "Elastycznosc emocjonalna" rzeczywiscie zmniejsza sie z wiekiem, jednak na szczescie pojawiaja sie struktury poznawcze, ktore pozwalaja dziecku zorientowac sie w swiecie i zrozumiec co sie dzieje. To ma na mysli Rutter, kiedy pisze o "ochronie poznawczej".

Pani Jadczak- Szumilo mowi tez o wplywie matki na przywiazanie u plodu i o tym ze FAS (Fetal Alcohol Syndrome) ma desktrukcyjny wplyw na rozwoj tej funkcji psychicznej.

Wydaje mi sie, ze teorie o przywiazaniu u plodu mozna wlozyc miedzy te same bajki co te o duszy u dzieciatka w brzuszku. Ta wiez jest wiezia matki z nienarodzonym jeszcze dzieckiem i wynika z jej nastawienia psychicznego. Przywiazanie jest funkcja psychiczna wynikajaca z wymiennej, obopolnej relacji miedzy matka i dzieckiem. Mysle tez, ze w wywiadzie pojawia sie manipulacja. Pani Jadczak-Szumilo slusznie wskazuje na zagrozenia jakie niesie alkohol, ale robi to w taki sposob, ze mozna pomyslec, ze spozycie alkoholu bezposrednio wplywa na jakosc przywiazania.

Picie w czasie ciazy rzeczywiscie jest niebezpieczne. Uszkadza mozg dziecka dokladnie tak jak opisuje to pani Jadczak-Szumilo. Ale dopiero to uszkodzenie mozgu prowadzi do opoznien w rozwoju psychicznym, poznawczym i spolecznym. U dziecka z FAS moze nie pojawic sie przywiazanie poniewaz do tego jest potrzebny zdrowy, dobrze funkcjonujacy mozg. Zaburzenia wiezi pojawiaja sie rowniez u dzieci chorych psychicznie i z innymi uszkodzeniami neurologicznymi.

Dzieci, które od małego przebywają w domach dziecka, mają mniejsze mózgi od dzieci dorastających w rodzinach. Dlaczego?

Mówiliśmy, że niemowlę pozbawione opieki jest w stanie silnego stresu. Nieprzerwana reakcja alarmowa niszczy różne struktury, np. obszar hipokampa, który między innymi ma znaczenie dla procesów pamięciowych. Podwyższone stężenie adrenaliny i kortyzolu może niszczyć już istniejące neurony. Badania z 2004 roku w domach dziecka w Rumunii pokazują, że do utraty tkanki mózgowej dochodzi głównie w płatach czołowych, czyli w najbardziej "ludzkich" częściach mózgu.

Dzieci w domu dziecka często mają poważne kłopoty zdrowotne, bo są to dzieci rodziców pijących, dzieci zaniedbane. A przebywając w placówce, nie są wystawione na odpowiednią ilość bodźców, nie są stymulowane do rozwoju.

W irlandzkim badaniu (2007) dzieci adoptowanych m.in. z Rumunii, w ktorym bylam jednym z badaczy, zauwazylismy ze dzieci te nie tylko maja mniejszy obwod glowy, ale sa tez nizsze i czesciej choruja. W sierocincach dzieci sa niedozywione, brakuje im zroznicowanej diety i dobrej opieki lekarskiej. Nasze wyniki pokazaly rowniez, ze wiekszosc tych dzieci nadrobila braki po adopcji. Dzieci, ktorym sie to nie udalo, byly najczesciej niepelnosprawne od urodzenia lub obciazone nia genetycznie.

Nie zgadzam sie z twierdzeniem, ze najsilniejsza wiez to ta z biologicznymi rodzicami. Wiele lat badan nad adopcja pokazuje, ze nie jest to prawda. Moje wlasne badania nad doswiadczeniami adoptowanych dzieci, nastolatkow i mlodych doroslych swiadcza o tym, ze opinii na ten temat jest tyle ilu samych zainteresowanych. Dzieci i mlodzi ludzie, z ktorymi przeprowadzilam ponad sto wywiadow najczesciej podkreslaja bliska i bezpieczna wiez z rodzicami, ktorzy ich adoptowali. Czesto tez mowia, ze nie czuja bliskosci czy wiezi z rodzina biologiczna. W mniejszosci pozostaja ci, ktorzy czuja odwrotnie.

W przypadku rodzin zastepczych trzeba byc bardzo ostroznym w wydawaniu takich sadow i przede wszystkim kierowac sie dobrem dziecka. To znaczy, ze kontakt z rodzina biologiczna powinien byc utrzymany lub nawiazany tylko wtedy kiedy jest to dla dziecka dobre i ono tego chce. Dziecko nie powinno zyc w stanie permanentnej niepewnosci zwiazanej ze swoim statusem prawnym, sytuacja w rodzinie biologicznej, potrzebami rodzicow i przekonaniami psychologow i pracownikow spolecznych, ktore nie zawsze pozostaja w zgodzie z rozsadkiem, zawodowa etyka i rzetelnoscia i potrzebami dziecka. Zbyt czesto ludzie, ktorzy podejmuja decyzje o zyciu dziecka kieruja sie zle pojetymi regulami moralnosci, ulegaja presji spolecznej i nie rozumieja, ze mistyka poczecia i wydania dziecka na swiat nie ma dla tego dziecka najmniejszego znaczenia. Szczegolnie, jesli dziecko jest w kochajacej je i bezpiecznej rodzinie zastepczej albo adopcyjnej, dzieki czemu ma taka sama szanse na fajne zycie jak dzieci, ktore od poczatku lepiej trafily z rodzinami biologicznymi.

00:09, zosia761 , Notatki
Link Komentarze (1) »
Wszystkie prawa autorskie, zarówno osobiste, jak i majątkowe, do wszystkich tekstów i zdjec zawartych na blogu psycholognotuje.blox.pl przysługują wyłącznie jego autorom. Wszystkie teksty prezentowane na tym blogu są chronione prawem autorskim, porozumieniami międzynarodowymi o prawie autorskim oraz innym ustawodawstewm i porozumieniami międzynarodowymi o ochronie praw na dobrach niematerialnych. Naruszenie tych praw podlega odpowiedzialności cywilnej i karnej.